Ostatni rozkaz Cichociemnego majora Hieronima Dekutowskiego “Zapory”

Autor: Izabella Kochanowska "Błyskawica"

Rok 1945. Izabella Kochanowska
Rok 1945
Izabella Kochanowska
“Wywalcz wolność, albo zgiń” (Zawołanie Cichociemnych)

Ostatni rozkaz Cichociemnego to prośba majora Hieronima Dekutowskiego  ,,Zapory”, dowódcy zgrupowania oddziałów partyzanckich przy Inspektoracie Zrzeszenia Wolność i Niepodległość w Lublinie, skierowana do mnie, ,,Błyskawicy”, jego łączniczki. Zbliżała się amnestia w 1947 roku i wielkimi krokami zima. Nadeszła dla mnie chwila decyzji opuszczenia oddziału partyzanckiego, oraz rodzinnych stron. Jawiły się mi one szkieletem ścian bez dachu i chaszczami porosłych zarośli w resztówce majątku moich rodziców Łopienniku – majątku ziemskim moich rodziców na Lubelszczyźnie. Postanowiłam pojechać do Sopotu, gdzie mieszkali moi rodzice. Na pożegnanie ,,Zapora” zwrócił się do mnie z prośbą, żeby w przyszłości uwiecznić, udokumentować naszą wspólna walkę. Zdjąć to straszne odium bandytyzmu ,, zaplutych karłów reakcji”, dać świadectwo prawdzie. Wielkim jego zmartwieniem była myśl o tym, jaka będzie ocena ich walki w przyszłości. Mówił ,, …a może już nikt o nas nie wspomni i nawet nie będzie pamiętać, że walczyliśmy o wolność Ojczyzny, może określenie nas bandytami, wpajane społeczeństwu, pozostanie już na zawsze…”. To go przerażało i bolało, nie dawało spokoju. Przeczuwał tragiczny koniec swego życia.

Poznaliśmy się w Łopienniku

Cichociemnego ppor. Hieronima Dekutowskiego ,,Zaporę” poznałam w Łopienniku. Wieczorem podczas śnieżnej zimy 1944 roku podjechali pod nasz dom partyzanci z patrolu ,,Kordiana” Januarego Rusha –kadeta ze Lwowa. Trudno do dziś zapomnieć tego wspaniałego nastroju w nocy, partyzanckich pieśni, śpiewanych pieknymi głosami przy dźwiękach fortepianu. Byłam wtedy po przeszkoleniu a Wojskowej Służbie Kobiet i po złożeniu przysięgi AK, przydzielona do zadań w zakresie łączności i sanitariatu. Zaproponowałam wtedy komendantowi ,,Zaporze” dołączenie do jego oddziału partyzanckiego grupy młodych mężczyzn, ukrywających się u nas i w najbliższej okolicy. Nie wykluczyłam mojego udziału w tej służbie. Losy nasze potoczyły się wtedy jednak innymi drogami. Sama znalazłam swoje miejsce w dalszej walce o niepodległość Ojczyzny, ale już w innej scenerii. Było to po reformie rolnej i wysiedleniu mojej rodziny z Łopiennika. Zostałam na posterunku do końca 1946 roku.

Cichociemny “Zapora” i “Odra”

Hieronim Dekutowski urodził się w 1918 roku w Tarnobrzegu. W szkole z wielkim zapałem związał się z harcerstwem. Zdobył wszystkie sprawności i stopień harcerza orlego. We wrześniu 1939 roku zgłosił się do wojska jako ochotnik, następnie przedarł się na Węgry, gdzie został internowany. Udało mu się jednak dotrzeć do Francji. Tam rozpoczął służbę w 2.Dywizjonie Strzelców Pieszych i w Szkole Podchorążych. Ukończył ją jednak  dopiero w Wielkiej Brytanii. Służył w 1.Brygadzie Strzelców. Następnie zgłosił swą gotowość do służby w Kraju jako skoczek ,,cichociemny”. Jak każdy skoczek przeszedł wszechstronne przeszkolenie: kurs strzelecki, naukę walki konspiracyjnej, połączoną z dywersją i sabotażem.

W dniu 4.III.1943 roku złożył przysięgę taka samą, jak żołnierze AK w Kraju. To oznaczało, że od momentu, w którym dotknął stopami polskiej ziemi, stawał się żołnierzem AK. Przybrał dwa pseudonimy: ,,Zapora” i ,,Odra”.

W ośrodku szkoleniowym w Audley End zawołaniem Cichociemnych było hasło ,,Wywalcz wolność, albo zgiń”. ,,Zapora” starał się od początku to zawołanie realizować. Na stacje przeznaczenia dla grupy ,,Zapory” wybrano zrzutowisko placówki odbiorczej ,,Garnek” w powiecie pułtuskim. Poi skoku w nocy z 16 na 17 IX. 1943 r. i pobycie w Warszawie u tzw. ,,Ciotek”, ppor. ,,Zapora” przeszedł pierwszy chrzest bojowy na stanowisku dowódcy 4-tej kompanii 9-tego Pułku Piechoty w Inspektoracie Zamość. Kompania ta dokonała ataku na uzbrojoną i ufortyfikowaną wieś Źrebce, zamieszkałą przez niemieckich osadników. W końcu stycznia na podstawie rozkazu Komendanta Okręgu Lubelskiego, ,,Zapora” objął dowództwo dyspozycyjnego oddziału lotnego Kedywu Inspektoratu Lublin - Puławy, okręg partyzancki 8.

Oddział liczył kilka sekcji: minerską, administracyjną, gospodarczą, zwiad konny i drużynę rezerwową- ośrodek szkolenia i pomocy medycznej. Oddział ten dokonał około 80 akcji zbrojnych o różnym charakterze: zwalczanie niemieckich punktów oporu, służb i obozów budowlanych, starć przypadkowych, ale także akcji sabotażowo-dywersyjnych, takich jak kolejowe, na mosty, przepusty drogowe, rekwizycyjno-gospodarcze, zwalczanie konfidentów.

Lubelszczyzna w rozpaczy

Wszystkie akcje ,,Zapora” przeprowadzał starannie przy minimalnych stratach własnych, z dobrym rozeznaniem i optymalnym wykorzystaniem czynnika zaskoczenia. Dnia 21 sierpnia 1944 roku szedł na pomoc Warszawie, jednak bez powodzenia, a następnie przeszedł marszem ubezpieczonym w rejon Zalesia, lawirując między jednostkami sowieckimi. Tam zgodnie z rozkazem Komendanta Okręgu Lubelskiego płk. Kazimierza Tumidajskiego ,,Marcina” z dnia 27.VII.1944 r. rozwiązał oddział, podziękował partyzantom za służbę, zabezpieczył broń. Sam nadal pozostał w konspiracji.

Po wyparciu Niemców i objęciu terenów przez wojska sowieckie, posypała się lawina aresztowań, wyroków śmierci, wywózek do łagrów. Ofiarami represji byli przede wszystkim członkowie AK. NKWD miało szczegółowe listy i doskonałe rozeznanie wśród swych przyszłych ofiar. Zamek Lubelski przeżywał nowe mordy i kaźnie. Jeszcze nie obeschła dawna krew, a już oprawcy przystąpili do dzieła wyniszczania najlepszych synów Ojczyzny. Cała Lubelszczyzna tonęła w rozpaczy i poczuciu zagrożenia  życia AK-owskich partyzantów. Zaczęły topnieć struktury organizacyjne Okręgu Lublin. Wśród służb Komendy Dowództwa pojawiła się osoba, współpracująca z Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego. Była to łączniczka Komendy Dowództwa Okręgu ,,Lena”. Doprowadziło to do aresztowania w dniu 21.III.1945 r. całego sztabu Okręgu AK, a w rezultacie do rozbicia tej Komendy, odtwarzanej przez Cichociemnych na przełomie 1944 i 1945 roku.

Amnestia

W pierwszych miesiącach 1945 roku ,,Zapora” zorganizował zgrupowanie niedobitków leśnych oddziałów w oparciu o podległe mu w przeszłości patrole, oraz inne po-AK-owskie oddziały partyzanckie. Nawiązał kontakt z Komendą Okręgu Lublin i zwołał odprawę dowódców ukrywających się grup. Ich celem stała się samoobrona i dalsza walka o niepodległość. Już w lutym 1945 r. oddział ,,Zapory” przeprowadził akcję odwetową za mord AK-owców na posterunku Milicji Obywatelskiej w Chodlu. Następnie dowodził akcjami rozbrajania posterunków MO i likwidacji jednostek aparatu bezpieczeństwa PKWN. Były to posterunki w Bełżcach, Józefowie, Polichnie Dużej i Kazimierzu, gdzie ,,Zapora” osobiście montował na tyczce ładunek wybuchowy z angielskiego plastyku, zaś sekcja minerska obrzucała granatami wejście i ruszyła do ataku. Ukrywający się na piętrze milicjanci byli zszokowani. W czasie jednej z obław tzw. ,,resortu”, kiedy milicjanci pedzili pod lufami mieszkańców wsi i demolowali domostwa, a oprawcy bili sztachetami i dragami schwytanych partyzantów ,,Zapora” walczył z nimi jak szatan: kopał nogami, skakał po piersi, wielu położył trupem. Kiedy został ranny, uratował go jeden z jego żołnierzy, który wyniósł go z pola walki. Dnia 1 czerwca 1945 r. rozkazem Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj ,,Zapora” został awansowany do stopnia majora. Do jego oddziałów dołączyli dezerterzy z Wojska Polskiego, oraz część oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych.

Po ogłoszeniu amnestii dla żołnierzy Podziemia, ogłoszonej 22.VII. 1945 r., na rozkaz ,,Radosława”, ,,Zapora” ujawnił większość swoich ludzi, zabezpieczył część broni, sam jednak pozostał w konspiracji i ukrywał się. Postanowił jednak przedrzeć się na Zachód. Dwukrotne próby nie udały się. Pierwsza to przeprawa przez Wisłę w Janowcu. W czasie walk w Słupi i Świętym Krzyżu nastąpiło rozbicie grupy. Druga wyprawa dwunastu ludzi miała przejść przez Czechosłowację, ale tam nastąpiły aresztowania przez czeską bezpiekę. Ostatecznie ocaleli tylko dwaj: ,,Zapora” i ,,George”, zakopani w stogu siana. Potem szukali ratunku dla zatrzymanych kolegów w Ambasadzie Amerykańskiej, ale spotkali się z odmową. Musieli wracać do Kraju.

WiN: wierni testamentowi Polski Walczącej

W miejsce Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj w dniu 2 sierpnia 1945 roku powstała nowa organizacja: Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość ( WiN ). Ruch ten pozostał wierny testamentowi Polski Walczącej i uchwałom programowym Rządu Jedności Narodowej. Powstało wówczas zgrupowanie oddziałów partyzanckich ,,Zapory” przy Inspektoracie Zrzeszenia WiN w Lublinie. Prowadziło ono dalej akcje dywersyjne i samoobronne na terenach Lubelskiego, Tarnobrzeskiego, Rzeszowskiego, Kieleckiego, Zamojskiego, Warszawskiego i Radomskiego. Ludzie ,,Zapory” wykonali ponad 60 akcji. ,,Zapora” pragnął działać sprawnie. Na nowo zorganizował sieć wywiadowczą i łączność, odbudowywał placówki. Zaistniało morze trosk i kłopotów w tej nowej rzeczywistości. Piętrzyły się wielkie trudności, przede wszystkim przez brak zrozumienia u przełożonych. Partyzanci byli narażeni na kotły okrążające, organizowane przez bezpiekę. Musieli ratować się ciągłymi przerzutami w terenie, z kwatery na kwaterę. Odbywali długie i wyczerpujące marsze w nocy. Partyzantka istniała tylko dzięki pomocy ludności wiejskiej, która była narażona na wielkie represje, duże wyroki sądowe i przepadek mienia. Dlatego starano się unikać kwater i bazowac na bunkrach, budowanych w leśnym podszyciu. ,,Zapora” miał szczególny talent, można powiedzieć charyzmę, w obcowaniu z ludźmi.

Do walki z ,,Zaporą” zaangażowane zostały trzy dywizje piechoty i kilka batalionów  KBW. Wszyscy aresztowani poddawani byli okrutnym torturom. Przez więzienia i areszty przewinęło się około 100 tysięcy osób. Co piąty wyrok skazujący był wyrokiem śmierci. Dla porównania trzeba dodać, że w okresie okupacji niemieckiej zginęło w walce z bronią w ręku 14 żołnierzy ,,Zapory”, a około 240 nazwisk wyryto na tablicy pomniku pod zamkiem w Lublinie. Tylu żołnierzy poniosło śmierć w czasie okupacji niemieckiej i sowieckiej. Mottem działania ,,Zapory” była głęboka wiara w końcowe zwycięstwo, wiara harcerza, żołnierza , Polaka. Każda kropla jego krwi była przesiąknięta umiłowaniem Ojczyzny. Myślał także o ochronie swych podkomendnych przed zesłaniem na nieludzką ziemię, lub przed kazamatami aresztów i więzień. Ponosił odpowiedzialność za żołnierzy, miał poczucie winy za ich śmierć. Starał się ich  bronić przed ścieżkami bandytyzmu. Troszczył się o zaopatrzenie w żywność, o pomoc sanitarną , a nawet o psychiczne wsparcie w tych latach niewoli. Był człowiekiem pomysłowym i zaradnym, co było ważne w niebezpiecznych sytuacjach. W zimie polecił uszyć białe kostiumy dla ochrony poruszających się w śnieżne zimy żołnierzy. Mknęli niepostrzeżenie przez ośnieżone tereny. Pocieszał rodziny poległych i – jak mógł – wspierał je finansowo. Kiedyś ofiarował dziecku – sierocie, której rodziców zabiło UB , swój złty medalik, który otrzymał od harcerki przy przejściu granicy polskiej w 1939 roku.

Żołnierze ,,Zapory” kochali swego komendanta

W opowiadaniach jego podkomendnych padały same superlatywy. W ich oczach jawił się zawsze jako młody, miły, uśmiechnięty, z twarzą o pociągłych rysach z czarnym wąsikiem, lub bez, o przenikliwym spojrzeniu, szczupłej postawy, w mundurze polskiego oficera z krótką bronią za pasem. Na głowie czapka- maciejówka z orłem. Wrażliwy na piękno, umiłował poezje, sam pisał wiersze, wsłuchiwał się ze wzruszeniem w melodie partyzanckich pieśni. Posiadał umiejętność słuchania odgłosów leśnych, jakby prowadził z nimi w myślach rozmowę. Młode lasy, zagajniki, tzw. ,,wizjery” nieraz ochraniały życie przed penetracją samolotów , lub obławy. Tu człowiek spotykał się z Bogiem. Zdawał sobie sprawę, że ich los jest losem straceńców. Śmierć kosiła ich każdego dnia, ale ginęli z bronią w ręku, a nie ,,na białych niedźwiedziach”. Mieli wspaniałą broń maszynową, byli w ogóle doskonale uzbrojeni i zaprawieni w boju, jednak czyhały na nich hordy bezpieki, byli nieraz głodni, zawszeni, wyczerpani fizycznie i psychicznie. lata partyzanckiej tułaczki zrobiły już spustoszenie w ich organizmach i świadomości, ale trwali, dopóki biły ich serca, przepojone miłością do Ojczyzny. To był los straceńców.

W Inspektoracie WiN w Lublinie do lutego 1946 roku funkcję Inspektora pełnił ,,Jung”. Po aresztowaniu- kara śmierci. Następny ,,Borta” – też kara śmierci. Kolejny Inspektor ,,Stefan”, wydał rozkaz wstrzymania wszystkich akcji zaczepnych przeciwko UB i KBW. Nastąpiła druga amnestia w listopadzie 1947roku. Jednak każde ujawnienie tworzyło nową ewidencję kadr konspiracji, stratę oddanej broni i w konsekwencji ponowne aresztowania. Nastąpił szereg spotkań Inspektora WiN ,,Stefana” i ,,Zapory” z oficerami UB. Poruszono sprawę zwolnienia ludzi przebywających w więzieniach i aresztach. To była sprawa nie łatwa do przyjęcia. Doprowadziła do różnic poglądów w szeregach partyzantów. ,,Zapora” był pozytywnie nastawiony do amnestii. Ale podkreślał jak silnie był związany z ludźmi i może ujawnić się tylko jako ostatni i ostatnia kulę skieruje w swoje serce. Ostatecznie ,,Zapora” ujawnił się w czerwcu 1947 roku.

Zdrajca “Opal”

Wówczas to Inspektorzy ,,Stefan” i ,,Boruta” zaproponowali ,,Zaporze” pewny wyjazd na Zachód z grupą ,,spalonych” ludzi. Wyraził na to zgodę. Otrzymali paszporty na fałszywe nazwiska i adresy kontaktowe w Nysie i po przejściu granicy. Wszyscy, którzy zdecydowali się na wyjazd, zostali aresztowani w Nysie, lub na granicy czeskiej. Łącznie 8 osób, oraz cały krąg ludzi współpracujących z nimi w tej sprawie. Zdradził ich najlepszy przyjaciel ,,Zapory” walczący ramię w ramię podczas pierwszej okupacji, wielki bohater tamtego okresu ,,Opal”.

Tymczasem ostre śledztwo trwało dzień i noc do czerwca 1948 roku. Wyrok: kara śmierci. W mokotowskiej celi, na najwyższym piętrze głównego pawilonu siedziała skazana na śmierć grupa lubelskich żołnierzy. Byli dla siebie serdeczni i podtrzymywali się wzajemnie na duchu. W końcu 1948 roku, gdy na czele więźniów stanął ,,Zapora”, podjęli próbę ucieczki. Rozpoczęli od wiercenia otworu w suficie, aby wydostać się na strych. Dziurę wiercono w kącie celi, oddzielonym blaszaną osłoną muszli klozetowej. Światło paliło się całą noc. Nie było drzwi, jedynie zamknięta krata. Nad klozetem podwieszano więźnia, który wydłubywał otwór, na dzień zaklejany papierem, posmarowanym pastą do zębów. Już wyszli na dach i przeprowadzili rozeznanie. Mieli wychodzić piątkami i skakać na niżej położony budynek, a stamtąd na ulicę. Zdradził ich więzień, który siedział za współpracę z Niemcami, licząc na złagodzenie wyroku. Zapukał w kratę i kazał prowadzić się do ,,speca”.

Zaraz pojawiło się mnóstwo uzbrojonych strażników. ,,Zaporę” rozebrano z ubrania, zakuto w kajdanki- ręce i nogi- i wrzucono do karca, czyli betonowego bunkra, pełnego fekalia. Gdy nagle wyprowadzono go z karca, nie mógł chodzić o własnych siłach z powodu ran i nerwowego napięcia. Sadził, że to ostatnie chwile jego życia, ale stał się cud: miał widzenie z siostrą Marią Kubiakową. Nie mógł dojrzeć jej twarzy przez gęste kraty i cienie strażników, ale wiedział, że jest to pożegnanie i błogosławieństwo od rodziny. Były bowiem starania, by ,,Zaporę” ratować. Druga jego siostra Zofia Śliwa , mieszkająca na stałe we Francji, bohaterka francuskiego ruchu oporu, odznaczona Legią Honorową, prosiła o interwencję Prezydenta Republiki Francuskiej i Królową Wielkiej Brytanii. Bezskutecznie. Po widzeniu zaprowadzono ,,Zaporę” do celi.

Ostatni akt

W dniu 7 marca 1949 r. wykonano siedem wyroków śmierci na ludziach ze sztabu ,,Zapory”. Ocalał jedynie ,, Stefan” któremu zamieniono te karę na dożywocie.

Kiedy nagle otworzyły się drzwi celi i padło nazwisko ,,Dekutowski” serce podeszło do gardła. ,,Zapora” z godnością i bólem odwrócił się i spojrzał w oczy kata. Nastąpiło ostatnie pożegnanie. I ostatnie słowa: ,,Przyjdzie zwycięstwo, jeszcze Polska nie zginęła”. Wyszedł przy pomocy strażników. Nie miał jeszcze trzydziesty jeden lat, ale wyglądał jak starzec. Połamane ręce i nogi, wybite zęby, złamany nos i żebra, zerwane paznokcie, siwiutkie włosy. Jedna z wersji o jego śmierci mówi, że w celi śmierci nie mógł stanąć na nogi. Oprawcy wcisnęli go do worka, powiesili pod belkę i biegali dokoła, strzelając na oślep. Patrzyli z satysfakcją na kapiącą przez dziury w worku niepokorną krew. Do dziś nie jest znane miejsce pochówku ,,Zapory” i jego ludzi.

Wołam cię obcy człowieku,

Co kości odkopiesz białe,

Kiedy wystygną już boje,

Szkielet mój będzie miał w ręku

Sztandar Ojczyzny mojej.

               ( K.K. Baczyński)

Ostatni rozkaz wykonałam

Nadszedł dla mnie czas wypełnienie rozkazu Komendanta. Zdałam maturę i jesienią 1948 r. rozpoczęłam studia prawnicze na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Dnia 1 maja 1949 r. rozpoznała mnie na ulicy w Lublinie funkcjonariuszka UB Pawlakowi z Łopiennik. Podeszła do milicjanta i kazała mnie aresztować. Przeżyłam potworne śledztwo. Do niczego się nie przyznałam, nikogo nie wydałam. Wojskowy Sąd Rejonowy w Lublinie skazał mnie na 6 lat więzienia na podstawie oskarżeń ,,Opala”, zastępcy ,,Zapory” w czasie okupacji niemieckiej za to, że ,, udzielałam pomocy nielegalnym organizacjom  AK i WiN, usiłującym przemocą zmienić ustrój państwa polskiego”. Karę odbywałam na Zamku Lubelskim i w Fordonie. Zwolniona warunkowo w 1951 roku, kontynuowałam studia zaocznie na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Zakończyłam je aplikacją, gdyż chciałam w przyszłości bronić więźniów politycznych. Dlatego w dniu 23.V.1994 r. na rozprawie Sądu Wojewódzkiego w Warszawie ,, w sprawie Hieronima Dekutowskiego  i innych skazanych za przestępstwa z art.86 par.1 KK i innych wniosków w przedmiocie uniewinnienia wyroku” wniesionych przez Związek Więźniów Politycznych i siostrę ,,Zapory” Zuzannę Kulas, byłam świadkiem faktów historycznych, będących przedmiotem sprawy. Sąd postanowił unieważnić wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego, uznając, że oskarżeni prowadzili działalność na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego.

Nareszcie rehabilitacja, po tylu latach. Od tej pory została otwarta droga do legalnego upamiętnienia walki podziemnych bohaterów. Do dnia dzisiejszego staram się w miarę swych możliwości –realizować niepisany testament komendanta ,,Zapory”. Korzystałam z różnych form i wspieram każda inicjatywę, zmierzającą do realizacji tego celu. Za pieniądze otrzymane jako odszkodowanie za pobyt w więzieniu, sfinansowałam książkę dr Ewy Kurek p.t. ,,Zaporczycy”. Sama też napisałam książkę p.t. ,,Major ,,Zapora””””. Nie byłam sama, wielu ludzi dobrej woli włączyło się w ten proces historyczny usuwania białych plam, rozumiany szeroko. Powstały pomniki pod Zamkiem Lubelskim i przy szkole im. Majora ,,Zapory”. Imię ,,Zapory” przyjęły drużyny harcerskie. Wmurowano wiele różnych tablic w kościołach n.p. w Tarnobrzegu, Zwierzyńcu i innych miejscowościach. W terenie urosło moc symboli pamięci poległych w walce z hitlerowskim i komunistycznym zniewoleniem.

PANIE KOMENDANCIE ,,ZAPORO’’!

DZIŚ W 70-LECIE PAŃSTWA PODZIEMNEGO I 60-LECIE ODEJŚCIA PANA NA WIECZNĄ WARTĘ, SKŁADAM MELDUNEK, ŻE ROZKAZ PANA OSTATNI WYKONAŁAM.

O TYCH CO ZGINĘLI, NIGDY NIE ZAPOMNĘ: ,,ONI ZGINĘLI ,ABYŚMY ŻYLI WOLNI ‘’.

Mieli honor być żołnierzami Armii Krajowej. Cześć ich pamięci.

Autorka była łączniczką ,,Zapory” jest oficerem Armii Krajowej

Tekst opublikowany w Biuletynie Informacyjnym AK ( marzec 2009 )

comments powered by Disqus