Znak Pamięci

Autor: Piotr Niemiec

„1 V 1949 r. Polska tonie w czerwonej powodzi… Istnieje przysłowie, że »tonący brzytwy się chwyta«, jakże ono obecnie pasuje do wielu Polaków! Toniemy – a nadzieja, której się chwytamy – pozostaje niestety przysłowiową brzytwą” – pisał tuż przed samobójczą śmiercią w bunkrze, kapitan ZDZISŁAW BROŃSKI „Uskok”, jeden z ostatnich dowódców oddziałów AK-WiN dowodzonych przez legendarnego majora HIERONIMA DEKUTOWSKIEGO „Zaporę”. A „Zapora” nie żył już od 7 marca, zakatowany w mokotowskim więzieniu…

Dekutowski

Dlaczego wspominam tragiczne słowa „Uskoka”? Klub „Gazety Polskiej” w Tarnobrzegu oraz Komitet Budowy Pomnika mjr. Hieronima Dekutowskiego ,,Zapory” postanowiły upamiętnić postać legendarnego oficera. W tym roku przypada bowiem 60. rocznica okrutnej śmierci tego tarnobrzeskiego harcerza, wielkiego patrioty i bohatera podziemia niepodległościowego.

Zebranie członków Klubu „Gazety Polskiej”, w którym zapadła decyzja o budowie pomnika mjr. Dekutowskiego, odbyło się 10 grudnia 2008 roku. W skład komitetu weszli m.in. Alicja Zych, przewodnicząca klubu “GP” i była działaczka NSZZ „Solidarność”, Krystyna i Stanisław Frąszczakowie (rodzina H. Dekutowskiego), szefowie miejscowego samorządu – Jan Dziubiński i Jurand Lubas, przedstawiciel Polonii amerykańskiej Jerzy Marczewski, a także członkowie tarnobrzeskiego Klubu „GP” – Marian Antończyk, Stanisław Dojka, Alicja Izdebka-Kulczycka, Roman Kulczycki, Krzysztof Kalinka, Tadeusz Wojteczko, Stanisław Żwiruk oraz niżej podpisany.

„Skromnym darem serca wielu powstanie trwały znak pamięci, stając się jednocześnie wyrazem wdzięczności i drogowskazem dla nas i przyszłych pokoleń Polaków” – napisali inicjatorzy budowy pomnika “Zapory”. Do założenia konta Komitetu Budowy Pomnika H. Dekutowskiego zostali upoważnieni: Alicja Zych, Marian, Antończyk i Tadeusz Wojteczko.

Znienawidzony bohater

O Hieronimie Dekutowskim pisałem  niemal od początku pracy w redakcji “Tygodnika Nadwiślańskiego”. Pierwszy raz zdarzyło się to na początku lat 90. XX wieku, kiedy Rada Miasta Tarnobrzega postanowiła przemianować ulicę bolszewickiego generała A. Zawadzkiego na oficera AK-DSZ-WiN H. Dekutowskiego „Zaporę”. (To była ulica, która wychodziła na wprost okien biura ówczesnego prezydenta Stanisława Żwiruka…) W naszym archiwum mamy zdjęcia red. Wacława Pintala, na których widać, jak niektórzy mieszkańcy miasta – przez lata siedziby władz wojewódzkich PZPR, SB i MO – zareagowali na tę niespodziewaną zmianę szyldów. Chyba tylko wyburzenie ubeckiego „pistoletu” przy ul. 1 Maja (niedaleko klubu „Tapima”), czyli pomnika tzw. utrwalaczy władzy ludowej, wzbudziła podobnie negatywne emocje części dawnych elit partyjnych i funkcjonariuszy bezpieczeństwa.

Przypominam przy okazji, że o mjr. Dekutowskim pisali na łamach “TN” nasi wieloletni współpracownicy, m.in. historyk Tadeusz Zych i dyrektor Radia „Leliwa”, Bogdan Szwedo.

Kim był „Zapora”?

W 2003 roku losy „Zapory” oraz jego ludzi opisał dziennikarz Tadeusz M. Płużański. W artykule „Pomnik dla »bandyty«” wspominał tarnobrzeskie lata H. Dekutowskiego, jego ochotniczy udział w kampanii wrześniowej 1939 r., ucieczkę z na Zachód, kurs cichociemnych w Szkocji, zrzut do Polski i utworzenie jednego z najlepszych oddziałów bojowych Polski Podziemnej.

Autor przypominał zawartą w osobistych wspomnieniach opinię Władysława Siła-Nowickiego, powojennego przełożonego mjr. Dekutowskiego: Wkrótce zyskał opinię wybitnego dowódcy. Cechowała go odwaga, szybkość decyzji a jednocześnie ostrożność i ogromne poczucie odpowiedzialności za ludzi. Znakomicie wyszkolony w posługiwaniu się bronią ręczną i maszynową, niepozorny, ale obdarzony wielkim czarem osobistym umiał być wymagający i utrzymywał żelazną dyscyplinę w podległych mu oddziałach, co w połączeniu z umiarem i troską o każdego żołnierza zapewniało mu u podkomendnych ogromny mir. Nazywali go „Starym”, choć nie miał jeszcze trzydziestu lat”. I dalej: Ok. 200-osobowy oddział „Zapory” przeprowadził 83 akcje bojowe i dywersyjne. Brał udział w akcji „Burza” na Lubelszczyźnie, po czym bezskutecznie próbował iść na pomoc walczącej Warszawie.

Płużański pisząc o wejściu Sowietów na nasz teren zadał istotne pytanie: dlaczego „Zaporczycy” byli dla komunistycznej władzy tak szczególnie niebezpieczni? I znów przywołał słowa lubelskiego inspektora WiN, Władysława Siła-Nowickiego: Około dwustu-dwustu pięćdziesięciu ludzi o wysokim poziomie ideowym, dobrze uzbrojonych i wyszkolonych, utrzymywanych w dyscyplinie »trzęsło« połową województwa. Stan ten przypominał pewne okresy powstania styczniowego, gdy władza państwowa ustabilizowana była jedynie w dużych ośrodkach, zaś w terenie istniała tylko iluzorycznie.

Autor przypomina przy tym, że ludzie „Zapory” rozbudowali swą siatkę od Lubartowskiego na północy do Tarnobrzeskiego na południu i od Zamojszczyzny po wschodnią Kielecczyznę.

Stefan Korboński, wcześniej członek Delegatury Rządu na Kraj, później działacz PSL Stanisława Mikołajczyka, wspominał w książce „W imieniu Moskwy”: »Zapora« rozbił wiele placówek MO i UB. Schwytanym komunistom na ogół wymierzał kary chłosty, a następnie puszczał ich wolno. Jeśli zabijał, to nie za samą przynależność do PPR, czy bezpieki, ale za wyjątkowo szkodliwą działalność, choć wielu UB-eków też oszczędził. Odbijał też więzienia, wypuszczając aresztowanych. Jego oddział był przygotowany do akcji na Zamek Lubelski, a nawet na areszt na Rakowieckiej w Warszawie, ale w obu przypadkach jakiś kapuś doniósł o tych planach UB.

Śmierć w katowni UB

15 listopada 2007 roku, prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski majora Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora”. Oprócz niego Krzyże OOP otrzymali pośmiertnie podkomendni „Zapory”: kpt. Stanisław Łukasik „Ryś”, por. Roman Groński „Żbik”, por. Edmund Tudruj „Mundek”, por. Jerzy Miatkowski „Zawada”, por. Tadeusz Pelak „Junak”, por. Arkadiusz Wasilewski „Biały”.

W artykule „Krzyż Wielki dla »Zapory«” („TN” nr 5/1394) przypomniałem m.in., że wszystkich wyżej wymienionych oficerów podziemia niepodległościowego aresztowano w Nysie podczas nieudanej próby przedostania się na Zachód przez tzw. zieloną granicę. Ucieczka okazała się prowokacją Urzędu Bezpieczeństwa. 15 listopada 1948 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie orzekł wobec nich karę śmierci. Wieczorem 7 marca 1949 roku po majora »Zaporę« – cichociemnego Hieronima Dekutowskiego, kawalera krzyża Virtuti Militari, przyszli do mokotowskiej celi czerwoni oprawcy. Miał trzydzieści lat, pięć miesięcy i jedenaście dni. Wyglądał jak starzec. Siwe włosy, wybite zęby, połamane ręce, nos i żebra. Zerwane paznokcie. – My nigdy nie poddamy się! – krzyknął przekazując przez współwięźniów swe ostatnie posłanie. Według dokumentów wyrok wykonano przez rozstrzelanie – pisała w książce „Zaporczycy” historyk Ewa Kurek. I przypomniała, że ubowscy kaci zapakowali majora »Zaporę« do worka, worek powiesili pod sufitem i strzelali, sycąc swoją nienawiść widokiem płynącej spod sufitu niepokornej krwi…

Tuż po „Zaporze” na śmierć wyciągnięto z cel mokotowskiej katowni „Rysia” kpt. Stanisława Łukasika, „Żbika” por. Romana Grońskiego, „Mundka” por. Edmunda Turduja, „Zawadę” por. Jerzego Miatkowskiego,  „Junaka” por. Tadeusza Pelaka i „Białego” por. Arkadiusza Wasilewskiego. (Do dzisiaj nie wiadomo, gdzie pochowano ciała zamordowanych wtedy patriotów).

23 maja 1994 roku Sąd Wojewódzki w Warszawie unieważnił wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego z 15 listopada 1948 roku skazujący na śmierć Hieronima Dekutowskiego i jego sześciu podkomendnych. W 59. rocznicę tego haniebnego wyroku prezydent RP odznaczył pośmiertnie „Zaporę” i jego żołnierzy najwyższymi odznaczeniami państwowymi. Dotychczasowi „leśni bandyci” oficjalnie weszli do panteonu narodowych bohaterów.

Z listu od przyjaciela

Tuż przed Bożym Narodzeniem 2008 r. do byłego wiceprezydenta Tarnobrzega, Tadeusza Wojteczko, członka Klubu „Gazety Polskiej”, napisał Jerzy Stech, emerytowany oficer marynarki handlowej. Właśnie w sprawie budowy pomnika „Zapory”.

„Wybacz Tadziu, że może nieco się powtarzam, ale pisząc do Ciebie, czy do swoich dość licznych, rozsianych po świecie, zacnych, cennych, życzliwych i oddanych Przyjaciół, tak bardzo chciałbym, aby moja korespondencja była zawsze pisana w tonie miłym, spokoju, radości, życzliwości i w samych superlatywach.

Ale mój Boże, jak można przejść obojętnie do pisania, otrzymując od Ciebie tak wstrząsającą wieść o tragedii człowieka młodego, bohatera żołnierza polski podziemnej, AK-owca, o którym dzięki – przede wszystkim – Tobie, dowiedzą się myślące realnie, mądrze, rzeczowo, szerokie rzesze naszych wiernych Narodowi i Polsce ludzi, zarówno w kraju jak i poza naszymi granicami.

(…) Tadziu, jestem dumny a zarazem wdzięczny Wam wszystkim, moi drodzy i kochani, którzy dzięki życzliwej dobroci Rodaków i przy pomocy Boga, podjęty tak piękny czyn zrealizujecie!

(…) Tadziu, jeśli i ja mogę dołożyć malutką cegiełkę do tego czynu, to obiecuje przekazać i rozesłać różnymi drogami wieść o tak wspaniałych Waszych zamiarach! Życząc Wam z głębi serca i duszy spełnienia podjętego zadania, powiadamiając jednocześnie moich licznych oddanych Przyjaciół o Waszej pięknej akcji…”

***

Wierzę, że tarnobrzeska inicjatywa będzie sukcesem nie tylko członków Komitetu Budowy Pomnika Hieronima Dekutowskiego, ale też wielu mieszkańców naszego regionu. I nie skończy się, w tak kompromitujący sposób, jak „budowany” przed wyborami samorządowymi w 2006 roku przez prezydenta Stalowej Woli, Andrzeja Szlęzaka, monument poświęcony Polakom pomordowanym przez Ukraińców na Wołyniu w 1943 roku…

PIOTR NIEMIEC, redaktor naczelny „Tygodnika Nadwiślańskiego”

comments powered by Disqus